Z życia Latawicy Salonowej




Latawica salonowa to osoba płci żeńskiej przemierzająca setki salonów ślubnych celem wybrania sukni ślubnej.

CECHY charakterystyczne:

  • 1. ma przygotowaną długą listę salonów, które chce odwiedzić
  • 2. do większości z nich jest umówiona na wizytę
  • 3. ma wydruki sukien, które znalazła w internecie
  • 4. ma mało czasu na chodzenie po salonach w stosunku do tego, co chce zobaczyć
  • 5. ma mnóstwo notatek, które w jej mniemaniu czynią ją osobą zorganizowaną i wiedząca czego chce
  • 6. jest otoczona dużym gronem doradców
  • 7. ma obłęd w oczach

Jednym słowem – samo życie. Jesteśmy zapracowane, zabiegane i jednocześnie chcemy wyglądać jak najlepiej i wierzyć, że nad wszystkim mamy kontrolę. A tu przed nami taaaki Dzień. Jedyny w życiu, niepowtarzalny. Tyle o nim śniłyśmy, marzyłyśmy, tyle oglądałyśmy bajek, a potem filmów. I tyle jeszcze gadałyśmy o tym z koleżankami. Że tego właśnie dnia oczy wszystkich gości zwrócone są na nas, że mamy okazję poczuć się jak gwiazdy. No i ...oczywiście MUSIMY fantastycznie wyglądać. A jeszcze tyle jest poradników – zaplanuj to ta a tak, wybielaj zęby, idź na dietę, powiększ biust. Wszystko rób w odpowiednim czasie z kalendarzem, a raczej jak mówią z plannerem.

Powiększanie biustu – minimum 8 tygodni przed. Dieta i karkołomne ćwiczenia– około 16 tygodni przed. Wybielanie zębów – tydzień przed, tylko trzeba się hamować z piciem czerwonego wina. Nauka tańca itd., itd.

Jeżeli mamy się poczuć lepiej, to oczywiście – powiększajmy, pomniejszajmy i przebarwiajmy, ale wracam do sedna sprawy – SUKNI ŚLUBNEJ.

Czy kogokolwiek dziwi, iż latawica salonowa ma obłęd w oczach? Przecież wybiera właśnie to, co jest Tego Dnia Absolutnie Najważniejsze. Na pewno każda z zaproszonych osób skomentuje kreację, którą miała na sobie panna młoda. Jaką suknię wybrać, aby olśnić wszystkich zebranych? Co powie babcia, mama, przyjaciółka Aśka, no i Ewka, która uznawana jest za autorytet modowy.

Jak wywołać zachwyt w oczach ukochanego? Tu zaczyna się prawdziwy stres. Latawice salonowe, do których w chwili otrzeźwienia, zaliczyłam także siebie, zabierają się do sprawy z pełną skrupulatnością. Trzeba sprawdzić, co jest dostępne na rynku i wybrać – oto cała filozofia. Internet – google i zaczynamy. O ta jest naprawdę piękna, może wydrukuję? Ok, ta też, a ta – cudowna! Lista robi się coraz dłuższa. Jeszcze nie do końca wiemy, co nas czeka. W większych miastach mamy do odwiedzenia przynajmniej 10 RENOMOWANYCH salonów sukien ślubnych, w mniejszych mniej, ale wewnętrzny głos każe nam jechać także do większej miejscowości, aby niczego nie przegapić. Większość ślubów odbywa się latem i wczesną jesienią. Wyboru sukni ślubnej, aby była na czas, trzeba dokonać około pół roku wcześniej, czyli zimą. A to oznacza zdejmowanie kurtek, kozaków, swetrów itd. Już samo rozebranie się do przymierzania zajmuje mnóstwo czasu. Ale spokojnie. W końcu wzięłyśmy dzień urlopu, no i jest jeszcze sobota na potwierdzenie. Piszę, w imieniu, nas, latawic, bo podczas wizyt w salonach zaobserwowałam, iż to zjawisko jest dość powszechne.

Przymierzenie jednej sukni trwa minimum 10 minut. Mamy spisanych 10 salonów i w każdym do zmierzenia TYLKO 5 sukien. Niby rachunek jest prosty – bez czasu koniecznego na przemieszczanie się z miejsca na miejsce, czeka nas minimum 8 godzin mierzenia. Minimum, bo przecież wchodzimy jeszcze w interakcje z konsultantką z salonu, która chce nam coś doradzić i coś pokazać.

Na początku – w pierwszym salonie – wszystko idzie po naszej myśli, choć niektóre kreacje nie wyglądają tak cudownie, jak na zdjęciach, a w innych my nie wyglądamy tak, jak fotografowane modelki. Ale nic, przymierzamy, mama zaznacza na kartkach nasze typy. Wprawdzie nam bardziej podoba się suknia A, a mamie suknia B, ale zaznaczamy A i B, bo A może spodoba się także Aśce, a B – cioci Krysi. Odrzucamy C i D, E – jest do przyjęcia. Konsultantka próbuje nas przekonać do sukni F, ale przecież nie po to ślęczałyśmy godzinami przed monitorem, żeby teraz słuchać sprzedawcy. Same dokładnie wiemy, czego chcemy. Szkoda, że zdjęć nie można robić. Potem łatwiej byłoby wybrać. No ale takie są zasady, więc trzeba zapamiętać. W przedostatnim salonie na liście wydaje się nam, że wszystkie suknie są takie same. Bo z przymierzaniem sukien jest podobnie jak z kosztowaniem wina czy wąchaniem perfum – jest pewien próg, którego nie możemy przekroczyć, bo wszystko zleje się w jedną masę. Wycieńczone, z ulgą odnotowujemy, iż do ostatniego wybranego salonu już na pewno nie zdążymy.

W domu przeglądamy poczynione notatki. W 7 salonach, które odwiedziłyśmy -jeden był zamknięty, w jednym przepadł nam termin, a w jednym było godzinne opóźnienie w mierzeniach – pozostało nam 14 sukien, które jeszcze raz musimy zmierzyć. Średnio więc 2 suknie w salonie. Czyli, jak dobrze rozegramy sprawę w sobotę, to powinno się udać. Tym razem zabieramy ze sobą mamę, przyjaciółkę Aśkę i koleżankę – Ewkę. Ciocia Krysia nie może przyjechać, trudno. W pierwszym salonie zakładamy suknię A, B i E. Aśce podoba się B, a nie A jak myślałyśmy, Ewka odrzuca wszystkie i wygrzebuje w szafie szyfonową kreacje wg niej Najlepszą, ale wg mamy niekoniecznie. Wychodzimy, nic nie wybierając. W kolejnych salonach jest podobnie. To, co nam się podoba krytykuje albo mama albo Ewka albo Aśka. Obłęd w oczach rośnie. Jest wreszcie jedna suknia, która nie do końca może nam leży, ale jest faworytką - o dziwo - i mamy i Aśki i Ewki. Niby cudownie wyglądamy, cudowna suknia, łzy mamy, okrzyki dziewczyn. No to co? chyba kupujemy?

Ale Aśka mówi, że może jeszcze poczekać, bo ta cena wydaje jej się dość wysoka i można byłoby jeszcze sprawdzić w internecie, bo może uda się taniej, Mama jest zachwycona tak racjonalnym podejściem, a my...OBŁĘD!!!. „ A może by tak jeszcze tacie pokazać?” - proponuje mama, a my uświadamiamy sobie, że nie chcemy brać więcej dni urlopu, a ojciec w sobotę nie może i to jest ta kropla, co przepełnia kielich goryczy. Najchętniej popłakałybyśmy sobie w jakimś odosobnionym kątku, ale przecież przed nami taaaki wspaniały dzień, święto miłości, powinnyśmy być szczęśliwe i zadowolone. Wracamy do domu wściekłe, wyżalamy się narzeczonemu, który proponuje nam wspólne wybranie sukni, co jeszcze bardziej wytrąca nas z równowagi.

Jak zakończyła się wasza historia? Moja tak:

Wieczorem dzwoni kuzynka Matylda „Przepuść to przez siebie – mówi. Wybierz jeszcze raz w necie swoje typy, skup się na markach, które najbardziej ci się podobają – w ten sposób zawęzisz liczbę salonów. I posłuchaj konsultantki. Ona wie więcej, niż myślisz, widziała setki kobiecych figur i na pewno dobierze odpowiedni dla ciebie fason. W internecie tego nie znajdziesz. Zastanów się, gdzie najbardziej odpowiadała ci obsługa i klimat, gdzie się dobrze czułaś.

Ceny też już znasz, więc wiesz, w co masz celować. Mogę pójść z tobą, ale to ma być TWOJA suknia i ty masz ją czuć”. Jeszcze raz przeglądam strony www – wybieram 3 marki. Podobają mi się zdjęcia i działania tych firm. Staję się fanką jednej z nich na Facebooku. Tydzień później odwiedzam salony. sprzedające te marki. Zresztą, byłam już w nich podczas moich poprzednich eskapad. Tylko niektóre suknie się powtarzają, tym razem mierzę całkiem nowe typy. W jednym ze sklepów razem z konsultantką skupiamy się na fasonach, aby podkreślić to, co w mojej figurze najlepsze i zatuszować słabsze strony. Ujmuje mnie obsługa – czuję, że jestem w dobrych rękach. I w końcu … JEST. Wiem, że to Ta. Błyszczą mi oczy, czuję się tak kobieco. Przypominam sobie, że ta sama konsultantka przyniosła mi ją do zmierzenia podczas pierwszej wizyty, ale natychmiast ją odrzuciłam, widziałam ją też w internecie, ale nie zwróciłam na nią uwagi, choć sama marka od początku przukuła moją uwagę.

„Ale się nabiegałam i nastresowałam” - mówię do konsultantki, która częstuje mnie kawą. „Nie pani jedna - odpowiada - jak to mówimy w naszym żargonie - LATANIE po salonach to teraz plaga. Dziewczyny boją się, że coś przegapią. Latają od salonu do salonu, często nie wiedząc już co i gdzie mierzyły”

„Ale ze mnie latawica salonowa” – pomyślałam i roześmiałam się.

Wybrana przeze mnie suknia to Sentence marki Annais Bridal. Czułam się w niej fantastycznie.

Natalia Miller
Była Latawica Salonowa -)

Zobacz powiązane strony:

Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się kupić identyczną sukienkę, bluzkę bądź spodnie w kilku kolorach? Tylko dlatego, że nie mogłyście się zdecydować na jeden kolor? Z naszych rozmów z klientami wynika, że ten sam problem często pojawia się przy wyborze motywu/koloru przewodniego ślubu i wesela.

więcej ›
Kolekcja San Patrick 2015
Kolekcja San Patrick 2015

Najnowsza kolekcja hiszpańskich sukni ślubnych San Patrick 2015. Salon ślubny Młoda i Moda Zaprasza!

więcej ›
Uroki wesela zimą
Uroki wesela zimą

Boom na letnie przyjęcia weselne już za nami. Nie zapominajmy, że zima również ma swój niepowtarzalny urok i może dostarczyć wielu inspiracji. Zimową aurę można rozpatrywać w kategorii okazji i szansy na oryginalny i niezapomniany ślub, a nie przeszkód w postaci śniegu i mrozu.

więcej ›
Smoking do ślubu?
Smoking do ślubu?

Nie jest dobrze, kiedy panna młoda zamiast cieszyć się ślubem i weselem trzęsie się z zimna marząc o kocu i kubku ciepłej herbaty. Wiosna wiosną, ale na wszelki wypadek warto zaopatrzyć się w jakieś okrycie wierzchnie.

więcej ›
Jak wybrać suknię ślubną?
Jak wybrać suknię ślubną?

No i stało się - Agata wychodzi za mąż. Razem z nią przeżyłam euforię, kiedy oznajmiła mi to jakiś miesiąc temu. Objęłyśmy się, skakałyśmy, potem śmiałyśmy się.

więcej ›
Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies możesz określić w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Trwa ładowanie obrazu...